Polska Misja Katolicka


    Lubię przypatrywać się dzieciom, które z ogromnym zainteresowaniem podziwiają szopkę. Często z otwartymi ustami, szeroko otwartymi oczkami, nawet z rumieńcami na twarzy koncentrują swoją uwagę na tym, co jest treścią Bożego Narodzenia. Nieraz trudno odciągnąć je od szopki, niektóre chciałyby dotknąć ręką, zabrać, pobawić się Dzieciątkiem. Myślę sobie nieraz: czy dorosłych już nic nie potrafi zafascynować, zainteresować, czy rzeczywiście wyrośli także z zadumania się nad prawdami Bożymi?

Święta Bożego Narodzenia mają w sobie wiele niepowtarzalnego uroku. Zatrzymujemy się nad zewnętrzną oprawą świąt po domach, czy bożonarodzeniowej szopki w kościele, na śpiewaniu kolęd, ale właściwe treści pozostają nieodkryte, są jakby obok nas, stoimy z daleka od nich, są jakby niedostępne ludzkim zmysłom. Święta te są bardziej medialne niż Wielkanoc, dominuje optymizm narodzin nowego życia i to wszystko staje się łatwiejsze dla zrozumienia niż dramat paschalny Wielkanocy, która jest najważniejszym świętem chrześcijańskim. Pomimo tego, święta Bożego Narodzenia pozostają jednym z najmniej zrozumiałych świąt zachodniej tradycji religijnej. Tym bardziej, jeżeli ograniczają się do konsumcji i prezentów, względnie na wypoczynku.

W języku niemieckim śpiewa się w tym okresie „Alle Jahre wieder...”, „znów jak co roku”... trochę pobożnych frazesów, garść zdobytych prezentów, a później wszystko idzie po staremu. Krytyka obyczajów i skomercjalizowanej celebry, kopiowanej co roku przez TV i media, bardziej ironizuje niż pozwala święta rozważać, w nich się zagłębić. Przyczyniła się do tego i protestańska teologia, która twierdzi, że Boże Narodzenie jest wprawdzie teofanią (objawieniem się) Boga, ale treść tego objawienia dostrzegamy dopiero na Golgocie.

A czym jest Boże Narodzenie? Nie obejdzie się bez teologicznego rozważania. Jest to najpiękniejszy dogmat nauki chrześcijańskiej mówiący, że Bóg w swojej odwiecznej miłości chciał, aby Jego Syn stał się człowiekiem, gdyż człowiek stworzony jest na obraz i podobieństwo Boże, które utracił przez grzech. Jezus będąc w pełni Bogiem, nie przestał Nim być będąc człowiekiem. Obie natury jakie posiadał natura Boża i natura ludzka występowały w Jego Osobie bez pomieszania ani umniejszenia. W Boże Narodzenie dochodzi do głosu prawda o Jego ludzkiej naturze, zarówno wtedy, kiedy się począł, jak rodził, jak jadł i zachowywał jak każdy inny człowiek. I to jest tak bardzo ludzkie. Ale w tym ludzkim aspekcie jest też zamysł Boży: Nowy Testament podaje, że przyjście Jezusa dokonało się dzięki życiodajnej i twórczej mocy Ducha Świętego. Podczas święta Bożego Narodzenia, wyznając wiarę, na słowa „za sprawą Ducha Świętego przyjął ciało z Maryi Panny” - klękamy. Jest to wyraz wdzięczności, szacunku, jak i pokory wobec tajemnicy, wielkości, dobroci i miłości Boga do człowieka. Czyniąc ten gest, wyznajemy wiarę we wcielenie Tego, przez którego „wszystko się stało”, dostrzegamy również znaczenie tego wydarzenia dla całego świata.

Przez przyjście Jezusa świat się zmienił, doczesny świat stał się inny. To, że ludzie tego nie dostrzegają, to inna rzecz. Prawdopodobnie dlatego, że zatrzymując się nad tym co zewnętrzne, nie zastanawiają się, czym jest Boże Narodzenie również i dla każdego z nich. Celem Wcielenia było ostateczne przeobrażanie świata. Jezus wyzwolił człowieka z grzechu, ze zła, dał mu szansę być innym, odnowionym, wyzwolonym człowiekiem.

Wpatrując się w Jezusa, oświeceni zostajemy Jego nadprzyrodzonym, Bożym światłem, różnym od ludzkich iluminacji. W doczesnej egzystencji możemy okrywać powołanie do nadprzyrodzoności, do głębszych wartości, które nie przemijają. Tak, jak Jezus związał się ze światem i był cząstką tego świata, tak i chrześcijanin wiąże się z Bogiem, choć pozostaje przemijającą cząstką tego świata. Do innych wartości jesteśmy powołani. Kto przyjmuje z wdzięcznością prawdy Bożego Narodzenia, odkrywa swoje człowieczeńtwo jako wyjątkowy dar, a przyjmując Chrystusa odkrywa sens i cel swojego życia, które jest jedno, piękne, niezastąpione. Od Jezusa uczymy się współzależności życia z innymi, gdyż nikt nie jest samotną wyspą. Inni nas potrzebują i my ich potrzebujemy, gdy okazujemy im miłość, oni odpowiadają nam również miłością. Ta logika chrześcijaństwa jest niesamowita. W tym duchu życzę Wam, Drodzy Czytelnicy, zatopienia się w prawdzie Narodzenia i Wcielenia Boga, który nas umacnia i ubogaca swoją obecnością „alle Jahre wieder...”


Rektor