8 marca obchodzony jest Światowy Dzień Kobiet. Święto to znalazło swoje miejsce nie tylko w kalendarzach, ale także w życiu. Jego ustanowienie w XIX w. miało być działaniem przeciwko niedocenianiu kobiety w życiu społecznym, zawodowym, naukowym i wielu innych dziedzinach życia. Wówczas bowiem kobiety istotnie musiały walczyć o swoją pozycję. W połowie XX wieku komunizujące się kraje pod płaszczem emancypacji i dowartościowania „płci pięknej” starały się nadać temu świętu swoistego znaczenia i splendoru.W tym dniu odznaczano medalami przodownice pracy, wręczano im dyplomy, organizowano koncerty, wieczornice, huczne zabawy. Tylko niektórzy dostrzegli, że 8 marca najczęściej wypada w Wielkim Poście. Czyniono wszystko, aby ten dzień był świecki, pozbawiony jakichkolwiek elementów kościelnych i religijnych.
Kościłó katolicki, nie tylko w Polsce, odkrył w tym święcie okazję do oddania kobietom czci i szacunku jako matkom i żonom. Odpowiedzią były liczne wieczorne nabożeństwa poświęcone modlitwom za kobiety. Celem Kościoła było nie przeciwstawianie się społecznemu brakowi uznania kobiet i szacunku do ich pracy, lecz polecenie ich Bogu w oddaniu dla rodziny, spraw małżeńskich, wychowawczych, zaangażowaniu w życiu zawodowym itd. Niestety, władze pomijały często czynnik rodzinny kładąc akcent na zawodowe i partyjne uznanie dla kobiet o zabarwieniu antyreligijnym. Za organizowanie wieczornych nabożeństw proboszczowie parafii wzywani byli na przesłuchania do urzędumiejskiego lub powiatowego, nakładano na nich kary pieniężne i szykanowano. Ponadto zdominowanemu przez mężczyzn Kościołowi katolickiemu często zarzuca się zdegradowanie kobiety do „zajęć w kuchni i do rodzenia dzieci”.
Mało kto jednak wie, że już w 1934 roku Watykan zatrudnił na pełnym etacie właśnie kobietę – Niemkę i na dodatek Żydówkę. Była to dr Hermina Speier zajmująca się badaniem watykańskiego archiwum. Pod wpływem swoich prac przyjęła ona Chrzest św., a po śmierci została pogrzebana na niemieckim cmentarzu Campo Santo Teutonico, znajdującym się po lewej stronie Bazyliki św. Piotra, zaraz za wejściem na teren Watykanu.
Kościłó katolicki zawsze wysoko cenił kobietę. Najlepszym przykładem jest kult Maryi i oddwawana Jej w naszym Kościele cześć. Fakt, że przyjęła Boże zaproszenie, by stać się Matką Syna Bożego, uzasadnia wyjątkowy szacunek dla Niej, a przez Jej pryzmat dla każdej kobiety. I wcale nie jest to odkrycie średniowiecza, jak twierdzą niektórzy. Już w IV w. nadano Maryi tytuł Theotokos – Boża Rodzicielka.
Znany polski filozof i myśliciel katolicki Mieczysław Gogacz dostrzegł, że rola kobiety i jej życiowe zadania zniekształcają się w okresach, w których zaczyna dominować w kulturze ateizm i świeckość. „Przez to wydaje się”, jak pisze Gogacz, „kultura katolicka sprzyja realizowaniu programu wykształcenia i wychowania kobiet, opartemu na dobrym odczytaniu bytowej struktury człowieka. Katolicyzm i filozofia człowieka skutecznie bowiem chronią przede wszystkim relację miłości”. Kobieta darzy przez miłość życiem i tę miłość przekazuje. Ateistyczny zakaz przyjaźnienia się z Bogiem zawęża pole miłości.
W okresie renesansu stawiano jeszcze kobietę na piedestale, lecz jej dążenie do równouprawnienia i wszelkie tendencje zrównania jej z mężczyznami dały negatywny obraz kobiety i jej pozycji w społeczeństwie. Czy naprawdę kobieta musi wykonywać ciężkie zawody? Czy musi być murarzem, mechanikiem samochodowym lub operatorem dźwigu? Jej kobiecość i równość z mężczyzną odkrywa się w czymś innym. Dzisiaj prawodawstwo europejskie odwołuje się często do prawa rzymskiego. To nie św. Paweł, lecz prawo rzymskie odmawiało kobiecie równych praw z mężczyzną.
Pełną osobowość kobiecą, zbudowaną na nauce Ewangelii, wykazywały wysoko stawiane przez Kościłó średniowieczne kobiety: Getruda Mieszkówna, Hildegarda z Bingen, Katarzyna ze Sieny, Elżbieta Turyńska oraz cały zastęp innych dzielnych i świętych kobiet, odznaczających się wysoką kulturą intelektualną i religijną.
Drogie Czytelniczki! Mam nadzieję, że tych kilka uwag, pomoże Wam, wspłóczesnym żonom i matkom, z pełnym uznaniem i szacunkiem popatrzeć na siebie same przez pryzmat nauki katolickiej. Byłoby wspaniale, gdyby matki umiały i chciały na ten temat odważnie, z przekonaniem rozmawiać i przekazywać swe pozytywne doświadczenia młodemu pokoleniu dziewcząt. No, bo kto, jak nie matka, ma je nauczyć właściwej postawy życia?
8 marca szczególnie polecamy Was, Drogie Panie, Matce Bożej, zarówno te strasze, doświadczone życiem, jak i te młode, wchodzące w życie!
Rektor



