Kilka tygodni temu pewien Niemiec, wiedząc, że jestem polskim księdzem, opowiadał, że w jego sąsiedztwie mieszkają ludzie z Polski. Wyrażał się o nich bardzo pochlebnie i chwalił ich postawę. Przy tej okazji zadał mi pytanie dotyczące troski o groby i pamięci o zmarłych. Sam jest wdowcem, a sąsiedzi Polacy regularnie zapalają świece na grobie jego żony. Skąd ta pamięć? Uznał to za bardzo miłe, nie znał jedynie sensu i znaczenia tych praktyk.
Uroczystości Wszystkich Świętych oraz Dnia Zadusznego nasuwają nam wszystkim tematy, które związane są z odchodzeniem człowieka z tego świata. Nikt nie ma wątpliwości co do samego faktu, jednak niechętnie się o tym mówi, gdyż sprawa ta bardziej budzi w nas strach niż radość zbawienia.
Niemniej warto zastanowić się nad chrześcijańską interpretacją troski o groby i formami pamięci o zmarłych. Do nich należą m.in.: pielęgnacja grobów, ich czyszczenie, zapalanie świec. Wszystko to ma charakter czysto ludzki i jest częścią kultury zbudowanej na głębszej wizji człowieczeństwa. Jest to także wyraz wdzięczności i pamięci duchowej. Według nauki chrześcijańskiej bowiem człowiek składa się z ciała i duszy, która nie umiera. Dlatego wyrazem duchowej jedności z tymi, co odeszli; są duchowe wartości takie jak: modlitwa, wypominki zwane także zaduszkami, czyli wyczytywanie nazwisk zmarłych w kościołach podczas modlitwy różańcowej i odprawianych Mszy Świętych. Wielu ludzi zamawia przy tej okazji Msze św. w intencji zmarłych, aby wyrazić duchową jedność z nimi i polecić ich Bogu. Celem tych Mszy jest zbawienie duszy człowieka.
Życie pozagrobowe należy do podstawowych prawd chrześcijaństwa i nie możemy od tego uciekać. Jednym z aktualnych tematów związanych ze śmiercią jest forma pogrzebu. W ostatnich latach bardzo wzrosły koszty pochówku, tak w Polsce, jak i w Niemczech. W związku z tym dla oszczędności szuka się tańszych jego sposobów. W wielu przypadkach nie stać rodziny na pokrycie wszystkich kosztów związanych z grzebaniem zwłok, dlatego prosi się sąsiadów i krewnych o pomoc w ich uregulowaniu. Zarządy miast i gmin wystawiają bardzo wysokie rachunki za miejsce na cmenta rzu. Stąd rodzi się pytanie o kremację. Niektórzy uważają, że palenie zwłok jest bardziej higieniczne, oszczędza miejsce w wielkich aglomeracjach miejskich, jest tańsze i zwalnia rodzinę od troski o grób.
W Katechiźmie Kościoła Katolickiego czytamy: „Żegnając zmarłego, Kościół poleca go Bogu. Jest to ostatnie pożegnanie, jakie wspólnota chrześcijańska oddaje swemu członkowi, zanim jego ciało będzie wyniesione i pogrzebane” (KKK 1690). Tradycja wschodnia wyraża to przez pocałowanie zmarłego. Nie ma zatem w tym miejscu mowy o kremacji. W innym natomiast punkcie Katechizmu (nr 2301) akceptuje się spopielenie zwłok. Punkt ten umieszczony jest w rozdziale podkreślającym szacunek dla ciała ludzkiego. Chodzi nie tyle o uświęcony zwyczaj składania ciała ludzkiego do grobu („z prochu powstałeś i w proch się obrócisz”), lecz o wymowę, której pozbawiona jest kremacja, że ciało ludzkie pogrzebane w ziemi powstanie do nowego życia w zmartwychwstaniu. Kościół toleruje palenie zwłok, dystansuje się od niego jedynie wówczas, gdy wybierane jest jako manifestacja braku wiary w zmartwychwstanie. Kremacja więc poza racjami ideologicznymi daje się pogodzić z wiarą chrześcijańską i praktykowanymi formami pobożności związanymi z okazywaniem szacunku wobec ciała zmarłego. Niesłuszne jest stanowisko niektórych ludzi, że kremacja z punktu widzenia Kościoła katolickiego jest niedozwolona.
Oczywiście, będą różne zdania i różne stanowiska. W krótkim i zwięzłym ujęciu chciałem przedstawić problematykę palenia zwłok, odnosząc się do dokumentów kościelnych. Istotnym elementem każdego pochówku jest przede wszystkim wiara, że istnieje życie pozagrobowe, świętych obcowanie i każdy człowiek powołany został przez Boga do życia wiecznego z Nim. Jest to orędzie nadziei przekazane nam w Dobrej Nowinie Jezusa Chrystusa.
Mam nadzieję, że tych kilka myśli związanych z listopadowymi uroczystościami zachęci nas do pielęgnowania chrześcijańskiej pamięci i postawy wobec tych, którzy od nas odeszli. Kiedyś i my przecież znajdziemy się wśród nich.
Rektor



