Polska Misja Katolicka


    W krajach i w landach, jak np. w Niemczech, gdzie w czwartek świętowane jest Boże Ciało (a przypada ono w ostatni dzień maja), 1 czerwca będzie należał do przedłużonych dni weekendu. Rodzice mają wówczas kolejną okazję do spędzenia więcej czasu ze swoimi pociechami, wyruszenia na spacer, wspólny wyjazd, odwiedzenie innych. Święto Dziecka powołano do życia w 1950 r., na tzw. konferencji sztokholmskiej, celem zapewnienia bezpieczeństwa dzieciom. Rezolucja ta nawiązywała do czasów strasznej II wojny światowej, podczas której w wielu rejonach świata wykorzystano dzieci do walki zbrojnej.

W Polsce od 1994 dzieci i młodzież „okupują” tego dnia Sejm, gdzie mogą rozmawiać o ich problemach. Pytanie tylko: czy ich wnioski i prośby zostają respektowane? Dzień Dziecka jest zawsze okazją do stawiania sobie pytań o sytuację dzisiejszą. Międzynarodowa Organizacja UNICEF podaje zastraszające cyfry: w 2017 r. 7,5 miliona dzieci było niedożywionych. Sytuacja na Bliskim Wschodzie jeszcze nigdy nie była tak tragiczna, jak dzisiaj: w Jemenie 2,2 miliona dzieci zmarło zagłodzonych z racji konfliktu i wojny domowej, w Nigerii ucierpiało 4,4 miliona dzieci, a tysiące zostało uprowadzonych z domów i szkół, przymuszonych do przejścia na islam, podobnie w Sudanie Południowym i w Somalii, nie mówiąc o tych krajach, gdzie wojna trwa od dziesiątek lat, jak w Syrii, Iraku i innych.

Wówczas możemy jedynie Bogu być wdzięczni, że żyjemy i poruszamy się w wolnych krajach, gdzie właściwe nikt z głodu nie umiera, a wręcz odwrotnie, marnuje się wiele pożywienia. Bogu dzięki Europa nie przeżywa od ponad 70 lat poważniejszych zagro- żeń militarnych, konfliktów i napięć politycznych, które na dłuższą metę zagroziłyby utrzymaniem spokoju, ładu, regularnej szkoły, zabezpieczenia życia i ochrony przed chorobami.

Są natomiast problemy innego rodzaju i musimy przyznać, że one narastają. Problemem tym jest brak czasu dla dzieci, zarzucanie ich prezentami w formie najnowszych elektronicznych urządzeń, rywalizacja między dziećmi odnośnie markowych lub modnych ubrań, brak komunikacji i relacji w rodzinach, itd. Jak podała statystyka w połowie maja br., w Niemczech 1/3 dzieci zostaje wychowywana przez jednego rodzica, najczęściej matkę, wzrasta zubożenie pełnych czy niepełnych rodzin. Psycholodzy biją na alarm, gdyż dzieci te stają się agresywne, brak u nich koncentracji w nauce, nie osiągają wymaganego poziomu wiedzy. Szkoły zaczynają selekcję dzieci według ich umiejętności i pochodzenia.

Z jednej strony obserwuje się wzorst poziomu inteligencji dzieci określanych mianem pokolenia Y, wychowanych w nowoczesnej technologii, które dobrze radzą sobie z no- winkami technicznymi i ich poziom IQ jest bardzo wysoki. Z drugiej strony są rozpieszczone, mało samodzielne i mało zapobiegliwe, mało skoncentrowane, a jeżeli już, to tylko na sobie.

Jednym z największych współczesnych problemów w wychowaniu jest zachowanie relacji do komputera, tabletu, czy smartfona. Dzieci nie rozmawiają z rodzicami, ale również i między sobą. Jakże często oglądamy na przystankach czy placach szkolnych, że stoją w grupie obok siebie i milczą. Brak jest jakiejkolwiek rozmowy, dialogu, bo w ręku smartfony. Brak im empatii w stosunkach międzyludzkich. Komunikują się nowymi słowami, skrótami - mixami z angielskiego i współczesnej technologii, niezrozumiałymi dla otoczenia. Pozbawienie ich możliwości korzystania z tych urządzeń lub przyzwyczajenie do otrzymymwania drogich i najnowszych, powoduje wybuch złości, buntu, nienawiści. Wiele z nich przestaje żyć w świecie realnej rzeczywistości.

Jeżeli rodzicom rzeczywiście zależy na przyszłej kondycji dzieci, to proponuję przemyśleć kilka pytań skierownych przez amerykańską terapeutkę dla dzieci Susan Stiffelman: Czy mamy czas dla dzieci? Czy potrafimy okazywać sobie uczucia ciepła, miłości. Czy nawet po kilka lub kilkunastu latach małżeństwa umiemy pocałować się przy dzieciach, powiedzieć do siebie życzliwe, dobre słowo, podziękować, a nawet zapłakać, czy wytwarzamy wolę zdobywania czegoś, czy rozmawiamy przy dzieciach o swoich problemach, radzimy się głośno między sobą jaką podjąć decyzję, gdzie szukać pomocy, jak walczyć z przeciwnościami losu? Czy dzieci są świadkami planowania budżetu domowego bez kłótni, złości i wyrzutów? Czy uczymy ich dobrowolnego podejmowania jakieś pracy, ofiary, czy umiemy ich za to chwalić, nagradzać? Czy uczymy dzieci kreatywności: pójścia do kina, teatru, czy do muzeum, wyczulenia na biedę czy potrzeby innych?

Czy podejmujemy w rodzinach wspólną modlitwę, podczas której modlimy się o rozwiązanie powstałego problemu, za kogoś potrzebującego wsparcia, czy umiemy głośno sformułować swój problem i poprosić rodzinę o modlitwę i pomoc za mnie, w mojej osobistej sytuacji? Wówczas dzieci czują się współodpowiedzialne za kształtowanie domu, rodziny, małżeństwa.


Rektor