Polska Misja Katolicka


    10 czerwca tysięcy osób, w sanktuarium aby uczestniczyć św. Jana w obchodach Pawła II w Roku Łagiewnikach św. Brata zebrało Alberta. się Byli kilka to przede wszystkim: bracia i siostry z zakonu św. Brata Alberta, reprezentanci parafii nazwane jego imieniem, wolontariusze i pracownicy jadłodajni, domów opieki, nocle- gowni oraz ich mieszkańcy. Uroczystość zorganizowano w kościele poświęconym Bo- żemu Miłosierdziu. Nabrało ono znaczenia dzięki św. Janowi Pawłowi II, który jeszcze jako student zafascynował się „ Apostołem ubogich” i poświęcił mu utwór sceniczny pt. „Brat naszego Boga”.

Podczas uroczystości padło wiele ciekawych i ważnych słów. W kazaniu abp Stani- sław Gądecki powiedział, że „najbardziej niebezpieczny jest głód, który pozostaje nie- nazwany”, czyli pragnienie wychowania, komunikacji międzyludzkiej, porozumienia duchowego, odczucia bliskości, ciepła i życzliwości ludzkiej. Bez zabezpieczenia tych potrzeb „ zatraca się tożsamość kulturową i ludzką godność”. Dlatego potrzebny jest „oddolny solidaryzm społeczny”, czyli taka dobroczynność, która wyprzedza instytucje i organizacje, działa spontanicznie i jest wyczulona na drugiego człowieka w momen- cie kiedy potrzebuje on pomocy, w danej chwili, w danym miejscu. Takie działanie jest najskuteczniejsze i najbardziej efektywne, ponadto nabiera głębszego znaczenia, bo w potrzebującym odnajdujemy odbicie Boga. Ta idea zmotywowała Adam Chmielow- skiego do działania. „Coście uczynili jednemu z tych braci najmniejszych, mnieście uczynili” – słowa Jezusa przekładają się na rzeczywistość, w której siłą sprawczą jest miłość do Boga, odnalezienie w drugim człowieku Bożego oblicza. Nędza ludzka jest wszechobecna i ma różne oblicza, takie, ilu jest ludzi potrzebujących pomocy. Są to potrzeby fizyczne, materialne, ale i duchowe lub psychiczne. Jednym potrzeba chleba i ubrań, innym osoba, która wysłucha, poświęci czas, po prostu czasem tylko posiedzi z kimś samotnym. Wiemy, co to znaczy.

Żyjąc na Zachodzie widzimy, jak wiele jest na tym polu do zrobienia. Najczęściej swój brak bezpośredniej aktywności ludzie tłumaczą i wyręczają się zorganizowanym syste- mem charytatywnym, placówkami społecznymi finansowanymi przez państwo, pozy- skiwaniem bogatych sponsorów dla fundacji. Ale widzimy także, że brak jest wyczucia potrzeb duchowych, uśmiechu, pogłaskania osoby starszej, okazania odrobiny cie- pła. Standard życia znacznie się podniósł, powstała też znaczna ilość domów starców czy domów seniora. Ale jak wygląda życie w nich, czy ich mieszkańcy są zadowoleni z atmosfery i traktowania, kiedy jedna osoba obsługująca musi „obskoczyć” 50 pod- opiecznych? Ile czasu ma personel dla pacjenta? Jakże zagonione i zmęczone są opie- kunki pracujące ponad siły, czasem wykorzystywane i źle opłacane przez kierownictwo placówek nastawionych często na zysk, a nie na pomoc?

Ileż osób polskiego pochodzenia żebrze dalej na niemieckich ulicach? Ilu nałogowych alkoholików śpi na ławkach w parkach lub na kartonie w zaułku sklepu czy kamieni- cy? Ilu narkomanów polskiego pochodzenia „włóczy” się po dworcach i kontenerach, gdzie mogą dostać legalnie nieco narkotyków? Iluż ludzi przewija się przez Bahnhofs- mission na dworcach kolejowych szukając tam pomocy?

Wiem, że to co piszę, zaboli niektórych rodziców, których dzieci zeszły na taką drogę. Przepraszam, jeżeli kogoś tym urażam. Ale takie są fakty. Dlaczego tak się stało, nie będę komentował. Natomiast moim celem jest budzenie naszych sumień, to próba krzy- ku, aby nie rezygnować z żadnej możliwości pomocy. A tych możliwości jest wiele. Są misje, gdzie organizuje się pomoc dla potrzebujących, są polskie parafie, gdzie zbiera się ubrania, jedzenie, środki czystości, aby systematycznie wspierać, nie tylko w Ad- wencie czy Wielkim Poście. Są piękne akcje, bardzo skuteczne, ciche i owocne. O nich bardzo rzadko ktoś pisze, nie ma o tym telewizyjnych czy prasowych reportaży. Ludzie zaangażowani w tych projektach nie szukają poklasku i nie chcą, aby o nich pisano. Anonimowość pomocy jest charakterystycznym znakiem miłości bliźniego, znanym je- dynie w chrześcijaństwie, pięknym bogactwem, które w naszym wysoko cywilizowynym, postmodernistycznym i statystycznie zasobnym świecie ciągle jest aktualne i nie maleje. Takiego podejścia do drugiego człowieka nie podsuwa ani islam, ani buddyzm, ani hinduizm ,które sugerują, że jeśli ktoś cierpi, to taka jest jego kara.

Chciałbym wyrazić głębokie uznanie wszystkim osobom, które te potrzeby dostrzegają, a takich nie brakuje. Równocześnie chciałbym zainspirować do działania i przemyśle- nia, co możemy zrobić w naszych misjach, by rozwiązać te palące problemy. Możliwo- ści jest na pewno wiele. Oby Rok św. Brata Alberta zaowocował i w naszym polonijnym duszpasterstwie konkretnymi czynami.


Rektor